-Lily ! Co Ty tu robisz ?! - Chłopiec nie krył zdziwienia, kiedy zobaczył dziewczynę przed swoim domem.
-Ciebie też miło widzieć. - Powiedziała nieco oschle, lecz od razu się poprawiła. - Nie pamiętasz już? Obiecywałeś, że 27 sierpnia wybierzemy się razem na ulicę... Pokątną. - Ostatnie słowo wypowiedziała z niepewnością, zerkając na chłopaka.
-No tak. - Odburknął.
-Jak się tam dostaniemy? - Spytała z zaciekawieniem spoglądając w stronę chłopca.
-Za pomocą Proszku Fiuu. - Stwierdził obojętnie, jakby to było coś najnormalniejszego na świecie.
-Czego? - Niezrozumiała.
-Proszku Fiuu. - Powtórzył wzruszając ramionami i niezauważalnie zmieniając nogę, na której się opierał, przenosząc ciężar ciała na drugą stronę.
-Byłbyś tak miły wyjaśnić co to oznacza? - To było bardziej polecenie, niż pytanie. Troszkę rozdrażniła ją jego niezrozumiałość.
-Och. -Wzdechnął z niechęcią, wydając się nieco znudzonym. - Proszek. To Proszek.
-Severusie ! - Dziewczyna już się zdenerwowała nie na żarty. W tym momencie była wręcz oburzona. - Co się z Tobą dzieje ?!
-Nic. -Odburknął. - Nie bardzo chcę, żebyś do mnie wchodziła... - Powiedział cicho zawstydzony, odwracając się w stronę dopiero co wschodzącego słońca znad budzącego się miasteczka.
-Ale... Dlaczego ? - To zbiło dziewczynę z tropu.
-Bo... - Wziął głęboki oddech i zebrał się by dokończyć. - Bo nie jesteśmy zbyt bogaci. - To powiedział tak cichym szeptem, że Lily ledwo co usłyszała. Odwrócił się jeszcze bardziej w bok.
Lily odetchnęła z ulgą. Zauważyła to już dawno. Chłopiec zawsze był ubrany w jedne i te same ubrania. Poszarpane i podziurawione w wielu miejscach. Jego włosy zawsze były okropnie przetłuszczone. Miał je kruczoczarne do samych do ramion, co jeszcze bardziej zwracało na to uwagę. Na ubrania każdego dnia narzucał czarną, a raczej szarą - wyblakłą od słońca, pelerynę. Miała dużo małych i dużych dziurek. Każda z krawędzi była postrzępiona. Ogólnie chłopiec był może o 10 centymetrów większy od dziewczynki. Jednak wyglądał okropnie mizernie - był strasznie chudy. Lily myślała, że gdyby nie miał na sobie ubrań, było by mu widać żebra. Krótko mówiąc, ciężko było nie zauważyć, że jest biedny. Oczywiście, nie chciała mu wydać, że już wcześniej się zorientowała. Bała się, że będzie smutno jak się dowie, że tak po nim widać, że jest biedny.
-Nie przejmuj się ! Ja też wcale nie jestem bogata ! - Chciała pocieszyć chłopaka.
-Nie mamy czasu. - Zmienił temat Snape. Ruszył się z miejsca, choć zrobił to niechętnie.
-Nadal nie rozumiem, jak się tam dostaniemy. - Przyznała zgodnie z prawdą.
-Zaraz sama się przekonasz. - Chłopak wydawał się już rozzłoszczony tym, że Lily zadaje ciągle to samo pytanie.
Otworzył powoli drzwi, jakby się bał, że gdy zrobi to mocniej, wylecą z zawiasów. Usłyszeli przeraźliwy skrzyp. Zrobili krok do przodu. Podłoga okropnie zatrzeszczała pod ich ciężarem, jakby chciała uświadomić, że nie da rady ich utrzymać. Lily poczuła okropny zapach. Sama nie wiedziała, czy to zapach rozkładającego się grzyba, czy ich obiadu, ale uznała, że nie wypada go oto pytać. Rozejrzała się dookoła, przyglądając się wszystkiemu z uwagą. Ściany były z drewna, które ze staroci było już zzieleniałe. Drzwi, którymi weszli, prowadziły do kuchni. Była ona okropnie mała. Lily zauważyła parę starych szafek, pordzewiały piecyk gazowy i maleńki, aż przerażająco maleńki stoliczek bez krzeseł. Dziewczyna wiedziała, że Severus mieszka sam z mamą i tatą. Nie miała pojęcia jak mieszczą się przy tym stole i zastanawiała się, czy jedzą na stojąco, choć wątpiła, by choć jedno krzesło się tu zmieściło. Wszystko wyglądało, jakby było porośnięte przez mech. Lily miała nadzieję, że tylko tak jej się wydaje. Mówiąc, że też nie jest bogata, na pewno nie miała tego na myśli.
Przeszli przez drzwi do następnego pokoju. To, co zobaczyła, kompletnie ją zamurowało. Pokój był równie mały. Może nieco większy od poprzedniego. Na ziemi leżały trzy, zawilgotniałe koce, pozjadane przez mole. Panna Evans, domyśliła się, że to służy im jako łóżka. Koce zajmowały całą powierzchnię podłogi. W pokoju poza kocami był tylko zakurzony, wielki kominek, zbudowany z kafelek.
-Jesteś sam? - Spytała, przerywając ciszę. Przytaknął. - To jak się tam dostaniemy? - Spytała (zaś). Myślała, że Sev będzie zły, ale najwyraźniej był wdzięczny, że się odezwała.
-Wejdź do kominka. - Powiedział pewnym głosem.
-Słucham ?!
-Zaufaj mi. - Uśmiechnął się nieznacznie. - Wejdź do kominka. - Powtórzył.
Powoli posłusznie weszła do wskazanego miejsca, patrząc z ukosa na Severusa, czy nie robi tego, by po prostu zrobić ją 'w konia'.
'Mama mnie zabije, jeśli będę cała w kurzu' - Pomyślała.
Chłopiec wcisnął się do środka za nią. Było strasznie ciasno.
-Weź trochę. - Powiedział wyciągając z kieszeni woreczek z czarnym pyłem. Połyskiwał też nieco na niebiesko. W dotyku był delikatny i miękki, choć za bardzo nie było czuć, że coś się trzyma. - Gdy powiem 'już' , jednocześnie wypuścimy z ręki Proszek i krzykniemy 'na Pokątną'. - Lily żałowała, że nie tłumaczył tego szybciej, kiedy się nie uciskali w ciasnym kominku. - Musisz powiedzieć to bardzo wyraźnie. - Trzy - czte - ry , już !!! - Krzyknął chłopak.
-Na Pokątną! - Krzyknęli oboje donośnie i wyraźnie.
Lily zauważyła, że staje w płomieniach. Serce zaczęło jej szybciej bić. Ba! To mało powiedziane! Chciała spytać Severusa, dlaczego zaczęli się palić, lecz on zniknął z jej ograniczenia wzrokowego, a czuła, że i tak nie wydałaby z siebie głosu. Jednak ten płomień nie był zwykły. Był inny. Byłzielony. Dziewczyna zdała sobie sprawę, że on wcale nie parzy. Wręcz przeciwnie - przynosi miły chłód.
Nagle wyleciała z kominka. Mocno upadła na zimną ziemię. Rozejrzała się. Severus stał już, spoglądając na nią.
-I jak? Strach obleciał? - Uśmiechnął się nieco wścibsko.
-Chciałbyś. - Odpowiedziała oschle Lily strzepując kurz z różowej sukienki w kwiatki.
-Och! - Jęknął chłopak. - Zapomniałem mojego listu... Wzięłaś swój?
-Co byś beze mnie zrobił? Mam. - Rzekła wyciągając stary gruby pergamin.
-Najpierw podręczniki.
Lily spojrzała na kawałek pergaminu zatytułowany ;
Podręczniki:
Wszyscy studenci powinni mieć po jednym egzemplarzu następujących dzieł:
1. Standardowa Księga Zaklęć (1 stopień) Mirandy Goshwak
2. Dzieje Magii Bathildy Bagshot
3. Teoria Magii Adalberta Wafflinga
4. Wprowadzenie do Transmutacji (dla początkujących) Emerika Switha
5. Tysiąc magicznych ziół i grzybów Phyllidy Spore
6. Magiczne wzory i napoje Arsenigusa Jiggera
7. Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć Newta Scamandera
8. Ciemne moce : poradnik samoobrony Quentina Trimble'a
-Dużo tego. - Westchnął chłopiec. - Książki kupimy w Księgarni 'Esy i Floresy'. Chodźmy.
***
-Wow ! - Rzekła Lily, kiedy weszli do sklepu. Był dość mały. Dookoła wszystkich czterech ścian, ciągły się regały z książkami, aż po sufit. Nie było do kasy żadnej kolejki, więc Sev od razu pociągnął dziewczynę do sprzedawczyni, nie pozwalając jej rozejrzeć się po książkach.
-Poproszę o dwa zestawy każdych książek. - Zwrócił się do sprzedawczyni.
-To będzie... - Pani liczyła w myślach. - 5 galeonów, 17 sykli i 3 knuty.
-Ile?! - Snape wytrzeszczył szeroko oczy, że Lily mogłaby przysiąc, że zaraz mu wypadną. Niechętnie wyciągnął sakiewkę z pieniędzmi. Wyciągnął ile trzeba i podał Madame Rosallie - naszywka z owym napisem znajdowała się na fartuchu. Dziewczyna zauważyła, że już prawie nic tam nie zostało.
-Em... Sev? Ja mam tylko normalne pieniądze. Nie mam z czego Ci oddać... - Szepnęła mu do uch, podczas gdy sprzedawczyni pakowała książki to materiałowych reklamówek z napisem 'Esy i Floresy. Madame Rosallie i Samy' .
-Spokojnie. Teraz idziemy do Banku Gringotta. To jedyny istniejący Bank Czarodziejów. - Wyjaśnił od razu widząc jej zdziwioną minę. - Tam będziesz mogła wymienić pieniądze.
-OK. - Odparła.
Stanęli przed ogromnym budynkiem. Lily nie wiedziała, czy kiedykolwiek było dane jej widzieć coś równie dużego, jak i pięknego. Wejście było podparte na czterech marmurowych kolumnach. Cały budynek był jasno żółty. Weszli do środka.
-Severus! - Krzyknęła głośno dziewczyna z przerażeniem w oczach. - Co tojest ?! - Krzyknęła wskazując na stworzenie, które było jeszcze mniejsze od niej, choć uchodziła za najmniejszą dziewczynkę w wiosce, jak na swój wiek. Miało wystające długie i ostro zakończone uszy.
-Ciii ! - Szepnął ze strachem. - To gobliny... Podstępne zwierzaki. - Dodał z obrzydzeniem. - Lepiej tu o tym nie mówmy... Opowiem o nich jak opuścimy to miejsce.
Podeszli do najbliższego goblina.
-W czym mogę pomóc? - Spytał, nawet nie spoglądając na swoich rozmówców.
-Panienka Evans, nowa czarownica, chciałaby zamienić mugolskie pieniądze na nasze. - Przedstawił pokrótce chłopiec.
Goblin wyciągnął rękę. Lily powoli dała mu pieniądze.
-Proszę. Dwadzieścia galeonów, osiemdziesiąt sykli i szesnaście knutów. - Powiedział skrzat oddając jej pieniądze.
Snape rozszeżył oczy. Nie wiedział ile Lily dała pieniędzy goblinowi, ale na pewno nie spodziewał się, że aż tyle ! Sam zabrał zaledwie 8 galeonów...
Lily obliczyła na połowę poprzednią cenę za książki i dodała jeszcze dwa galeony. Odetchnęła z ulgą, kiedy zobaczyła, że Severus jej zaufał i nie przeliczał pieniędzy.
-Dobra. Teraz idziemy po mundurek. - Rzekł chłopiec ruszając z banku.
Szli wąską uliczką. Była cała zatłoczona od dziwnych ludzi poubieranych w peleryny i ze spiczastymi czapkami na głowach w różnych kolorach. Mijali przedziwne sklepy. Jeden udało się Lily ujrzeć spoza tłumu. Był to sklep z miotłami. Dziewczynka myślała, że służą do sprzątania, więc zdziwiło ją, gdy usłyszała skrawek rozmowy dwóch dzieci;
' -To nowa Świetlista Smuga ! - Zawołał jeden z chłopców wpatrujących się w wystawę sklepu.
-Podobno jest najszybsza ! Może dogonić nawet Wicioszyna 90 ! - Drugi chłopiec przykleił nos do szyby z podziwu. '
-Lily, chodź. - Zawołał za nią chłopak.
Weszli do chyba najnowszego sklepu jaki tu zdołała zobaczyć.
-Cześć kochaneczki. - Przywitał ich słodki głos Madam Rose. Wybieracie się do Hogwartu?
Sev przytaknął.
-To co, może Ty pierwsza? - Uśmiechnęła się przyjaźnie do Lily. Miała na sobie zbyt dużo makijażu. Przynajmniej tak sądziła dziewczynka.
Weszła na wyznaczone krzesło. Pani zaczęła ją dokładnie mierzyć. Trwało to około dwudziestu minut. Później zaczęła robić to samo z moim kolegą. W tym czasie Lily spojrzała na pergamin, co teraz kupują;
Umundurowanie:
Studenci pierwszego roku muszą mieć:
1. Trzy komplety szach roboczych (czarnych)
2. Jedną zwykłą spiczastą tiarę dzienną (czarną)
3. Jedną parę rękawic ochronnych (ze smoczej skóry albo podobnego rodzaju.
4. Jeden płaszcz zimowy (czarny, zapinki srebrne)
UWAGA : Wszystkie stroje uczniów powinny być zaopatrzone w naszywki z imieniem.
-Do odbioru za godzinę. - Uśmiechnęła się przemile spod ton tuszu do rzęs, pomatek i pudrów, ukazując rząd białych zębów.
-To gdzie teraz? - Spytałam kiedy wyszliśmy ze sklepu. Akurat weszła tam grupka dzieci w naszym wieku.
-Co jeszcze trzeba kupić? - Odpowiedział mi pytaniem.
Zerknęłam na ostatnią część kartki;
Pozostałe wyposażenie:
- 1 różdżka
- 1 kociołek (cynowy, rozmiar 2)
- 1 zestaw szklanych lub kryształowych fiolek
- 1 teleskop
- 1 miedziana waga z odważnikami
Studenci mogą mieć jedną sowę, ALBO jednego kota, ALBO jedną ropuchę.
Przypomina się rodzicom, że uczniom pierwszych lat nie zezwala się na posiadanie mioteł.
To był już koniec listu.
-Choć za mną.
Pół godziny później mieli już kupione wszystko, oprócz różdżki.
-Dzień dobry maluchy ! - Przywitał ich rześki głos sprzedawcy. - Zapewne przyszliście po różdżki. - To było bardziej zdanie stwierdzenie niż pytanie. - To jak ? Panienka pierwsza?
Powoli podeszłam do pana Ollivandera, bo tak przeczytałam przed sklepem.
-Podaj mi imię, nazwisko i status krwi. - Rzekł wyciągając z biurka długopis i bardzo stary zeszyt.
-Lily Evans. A status? E... - Spojrzała niepewnie na przyjaciela.
-Mugolak. - Podszepnął.
-Muglak. - Powtórzyłam.
Sprzedawca spojrzał na mnie.
-Mugolak. - Poprawił ze śmiechem. Uśmiechnęłam się niepewnie. Było mi strasznie głupio z błędu jaki popełniłam.
Jako pierwszą podał mi różdżkę koloru brązowego. Był to strzał w dziesiątkę.
-Oto Twoja różdżka. - Uśmiechnął się. - Chyba nigdy nie udało mi się dobrać różdżki tak szybko. Ma panienka szczęście, że akurat ta różdżka Cię wybrała...
-Chwila... - Przerwała mu Lily, choć za chwilę pomyślała, że to nieco niegrzeczne. - Ja to ona mnie wybrała?
-O tak. Różdżki same wybierają sobie właścicieli. Nie wiedziałaś o tym? - Zdziwił się. - Mniejsza oto. - Dodał, kiedy do sklepu weszło kilka następnych klientów. - To różdżka z wierzby, mająca 10 i 1/4 cala. Jest bardzo elegancka. Jest świetna do rzucania uroków. Zapamiętaj to sobie. - Uśmiechnął się, podając jej wąskie i podłużne opakowanie.
-Już wszystko mamy. -Powiedziała Severus, kiedy odebrali mundurek i tiarę. - Wracamy w ten sam sposób. - Uśmiechnął się.
Dziewczynie zrobiło się niedobrze, jak pomyślała, że znów będzie robić sto obrotów na sekundę. Ale uznała, że było warto. To był jeden z najlepszych dni w jej życiu.
Czy podoba mi się rozdział? Nie bardzo. Rozdział 1, 2 i 3 będą troszkę denne . Później akcja zaczyna się bardziej rozwijać ;D Myślę, że jest dłuższy od 1 :D :P . Następne rozdziały będą się pojawiać co około miesiąc ;D Zapraszam do komentowania i czyatnia : ))))))