środa, 23 kwietnia 2014

Rozdział 2

  -Lily ! Co Ty tu robisz ?! - Chłopiec nie krył zdziwienia, kiedy zobaczył dziewczynę przed swoim domem. 
  -Ciebie też miło widzieć. - Powiedziała nieco oschle, lecz od razu się poprawiła. - Nie pamiętasz już? Obiecywałeś, że 27 sierpnia wybierzemy się razem na ulicę... Pokątną. - Ostatnie słowo wypowiedziała z niepewnością, zerkając na chłopaka.
  -No tak. - Odburknął.
  -Jak się tam dostaniemy? - Spytała z zaciekawieniem spoglądając w stronę chłopca.
  -Za pomocą Proszku Fiuu. - Stwierdził obojętnie, jakby to było coś najnormalniejszego na świecie.
  -Czego? - Niezrozumiała.
  -Proszku Fiuu. - Powtórzył wzruszając ramionami i niezauważalnie zmieniając nogę, na której się opierał, przenosząc ciężar ciała na drugą stronę. 
  -Byłbyś tak miły wyjaśnić co to oznacza? - To było bardziej polecenie, niż pytanie. Troszkę rozdrażniła ją jego niezrozumiałość. 
  -Och. -Wzdechnął z niechęcią, wydając się nieco znudzonym. - Proszek. To Proszek.
  -Severusie ! - Dziewczyna już się zdenerwowała nie na żarty. W tym momencie była wręcz oburzona. - Co się z Tobą dzieje ?!
  -Nic. -Odburknął. - Nie bardzo chcę, żebyś do mnie wchodziła... - Powiedział cicho zawstydzony, odwracając się w stronę dopiero co wschodzącego słońca znad budzącego się miasteczka.
  -Ale... Dlaczego ? - To zbiło dziewczynę z tropu. 
  -Bo... - Wziął głęboki oddech i zebrał się by dokończyć. - Bo nie jesteśmy zbyt bogaci. - To powiedział tak cichym szeptem, że Lily ledwo co usłyszała. Odwrócił się jeszcze bardziej w bok. 
          Lily odetchnęła z ulgą. Zauważyła to już dawno. Chłopiec zawsze był ubrany w jedne i te same ubrania. Poszarpane i podziurawione w wielu miejscach. Jego włosy zawsze były okropnie przetłuszczone. Miał je kruczoczarne do samych do ramion, co jeszcze bardziej zwracało na to uwagę. Na ubrania każdego dnia narzucał czarną, a raczej szarą - wyblakłą od słońca, pelerynę. Miała dużo małych i dużych dziurek. Każda z krawędzi była postrzępiona. Ogólnie chłopiec był może o 10 centymetrów większy od dziewczynki. Jednak wyglądał okropnie mizernie - był strasznie chudy. Lily myślała, że gdyby nie miał na sobie ubrań, było by mu widać żebra. Krótko mówiąc, ciężko było nie zauważyć, że jest biedny. Oczywiście, nie chciała mu wydać, że już wcześniej się zorientowała. Bała się, że będzie smutno jak się dowie, że tak po nim widać, że jest biedny.
  -Nie przejmuj się ! Ja też wcale nie jestem bogata ! - Chciała pocieszyć chłopaka.
  -Nie mamy czasu. - Zmienił temat Snape. Ruszył się z miejsca, choć zrobił to niechętnie.
  -Nadal nie rozumiem, jak się tam dostaniemy. - Przyznała zgodnie z prawdą.
  -Zaraz sama się przekonasz. - Chłopak wydawał się już rozzłoszczony tym, że Lily zadaje ciągle to samo pytanie.
          Otworzył powoli drzwi, jakby się bał, że gdy zrobi to mocniej, wylecą z zawiasów. Usłyszeli przeraźliwy skrzyp. Zrobili krok do przodu. Podłoga okropnie zatrzeszczała pod ich ciężarem, jakby chciała uświadomić, że nie da rady ich utrzymać. Lily poczuła okropny zapach. Sama nie wiedziała, czy to zapach rozkładającego się grzyba, czy ich obiadu, ale uznała, że nie wypada go oto pytać. Rozejrzała się dookoła, przyglądając się wszystkiemu z uwagą. Ściany były z drewna, które ze staroci było już zzieleniałe. Drzwi, którymi weszli, prowadziły do kuchni. Była ona okropnie mała. Lily zauważyła parę starych szafek, pordzewiały piecyk gazowy i maleńki, aż przerażająco maleńki stoliczek bez krzeseł. Dziewczyna wiedziała, że Severus mieszka sam z mamą i tatą. Nie miała pojęcia jak mieszczą się przy tym stole i zastanawiała się, czy jedzą na stojąco, choć wątpiła, by choć jedno krzesło się tu zmieściło. Wszystko wyglądało, jakby było porośnięte przez mech. Lily miała nadzieję, że tylko tak jej się wydaje. Mówiąc, że też nie jest bogata, na pewno nie miała tego na myśli.
          Przeszli przez drzwi do następnego pokoju. To, co zobaczyła, kompletnie ją zamurowało. Pokój był równie mały. Może nieco większy od poprzedniego. Na ziemi leżały trzy, zawilgotniałe koce, pozjadane przez mole. Panna Evans, domyśliła się, że to służy im jako łóżka. Koce zajmowały całą powierzchnię podłogi. W pokoju poza kocami był tylko zakurzony, wielki kominek, zbudowany z kafelek.
  -Jesteś sam? - Spytała, przerywając ciszę. Przytaknął. - To jak się tam dostaniemy? - Spytała (zaś). Myślała, że Sev będzie zły, ale najwyraźniej był wdzięczny, że się odezwała.
  -Wejdź do kominka. - Powiedział pewnym głosem.
  -Słucham ?!
  -Zaufaj mi. - Uśmiechnął się nieznacznie. - Wejdź do kominka. - Powtórzył.
          Powoli posłusznie weszła do wskazanego miejsca, patrząc z ukosa na Severusa, czy nie robi tego, by po prostu zrobić ją 'w konia'.
          'Mama mnie zabije, jeśli będę cała w kurzu' - Pomyślała.
          Chłopiec wcisnął się do środka za nią. Było strasznie ciasno.
  -Weź trochę. - Powiedział wyciągając z kieszeni woreczek z czarnym pyłem. Połyskiwał też nieco na niebiesko. W dotyku był delikatny i miękki, choć za bardzo nie było czuć, że coś się trzyma. - Gdy powiem 'już' , jednocześnie wypuścimy z ręki Proszek i krzykniemy 'na Pokątną'. - Lily żałowała, że nie tłumaczył tego szybciej, kiedy się nie uciskali w ciasnym kominku. - Musisz powiedzieć to bardzo wyraźnie. - Trzy - czte - ry , już !!! - Krzyknął chłopak.
  -Na Pokątną! - Krzyknęli oboje donośnie i wyraźnie.
          Lily zauważyła, że staje w płomieniach. Serce zaczęło jej szybciej bić. Ba! To mało powiedziane! Chciała spytać Severusa, dlaczego zaczęli się palić, lecz on zniknął z jej ograniczenia wzrokowego, a czuła, że i tak nie wydałaby z siebie głosu. Jednak ten płomień nie był zwykły. Był inny. Byłzielony. Dziewczyna zdała sobie sprawę, że on wcale nie parzy. Wręcz przeciwnie - przynosi miły chłód.
          Nagle wyleciała z kominka. Mocno upadła na zimną ziemię. Rozejrzała się. Severus stał już, spoglądając na nią.
  -I jak? Strach obleciał? - Uśmiechnął się nieco wścibsko. 
  -Chciałbyś. - Odpowiedziała oschle Lily strzepując kurz z różowej sukienki w kwiatki.
  -Och! - Jęknął chłopak. - Zapomniałem mojego listu... Wzięłaś swój?
  -Co byś beze mnie zrobił? Mam. - Rzekła wyciągając stary gruby pergamin.
  -Najpierw podręczniki.
          Lily spojrzała na kawałek pergaminu zatytułowany ;
    Podręczniki:
Wszyscy studenci powinni mieć po jednym egzemplarzu następujących dzieł:
1. Standardowa Księga Zaklęć  (1 stopień)  Mirandy Goshwak
2. Dzieje Magii  Bathildy Bagshot
3. Teoria Magii  Adalberta Wafflinga
4Wprowadzenie do Transmutacji  (dla początkujących) Emerika Switha
5. Tysiąc magicznych ziół i grzybów  Phyllidy Spore
6. Magiczne wzory i napoje  Arsenigusa Jiggera
7. Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć  Newta Scamandera
8. Ciemne moce : poradnik samoobrony  Quentina Trimble'a
  -Dużo tego. - Westchnął chłopiec. - Książki kupimy w Księgarni 'Esy i Floresy'. Chodźmy.
 ***
  -Wow ! - Rzekła Lily, kiedy weszli do sklepu. Był dość mały. Dookoła wszystkich czterech ścian, ciągły się regały z książkami, aż po sufit. Nie było do kasy żadnej kolejki, więc Sev od razu pociągnął dziewczynę do sprzedawczyni, nie pozwalając jej rozejrzeć się po książkach.
  -Poproszę o dwa zestawy każdych książek. - Zwrócił się do sprzedawczyni. 
  -To będzie... - Pani liczyła w myślach. - 5 galeonów, 17 sykli i 3 knuty.
  -Ile?! - Snape wytrzeszczył szeroko oczy, że Lily mogłaby przysiąc, że zaraz mu wypadną. Niechętnie wyciągnął sakiewkę z pieniędzmi. Wyciągnął ile trzeba i podał Madame Rosallie - naszywka z owym napisem znajdowała się na fartuchu. Dziewczyna zauważyła, że już prawie nic tam nie zostało.
  -Em... Sev? Ja mam tylko normalne pieniądze. Nie mam z czego Ci oddać... - Szepnęła mu do uch, podczas gdy sprzedawczyni pakowała książki to materiałowych reklamówek z napisem 'Esy i Floresy. Madame Rosallie i Samy' .
  -Spokojnie. Teraz idziemy do Banku Gringotta. To jedyny istniejący Bank Czarodziejów. - Wyjaśnił od razu widząc jej zdziwioną minę. - Tam będziesz mogła wymienić pieniądze.
  -OK. - Odparła.
          Stanęli przed ogromnym budynkiem. Lily nie wiedziała, czy kiedykolwiek było dane jej widzieć coś równie dużego, jak i pięknego. Wejście było podparte na czterech marmurowych kolumnach. Cały budynek był jasno  żółty. Weszli do środka.
  -Severus! - Krzyknęła głośno dziewczyna z przerażeniem w oczach. - Co tojest ?! - Krzyknęła wskazując na stworzenie, które było jeszcze mniejsze od niej, choć uchodziła za najmniejszą dziewczynkę w wiosce, jak na swój wiek. Miało wystające długie i ostro zakończone uszy.
  -Ciii ! - Szepnął ze strachem. - To gobliny... Podstępne zwierzaki. - Dodał z obrzydzeniem. - Lepiej tu o tym nie mówmy... Opowiem o nich jak opuścimy to miejsce.
          Podeszli do najbliższego goblina.
  -W czym mogę pomóc? - Spytał, nawet nie spoglądając na swoich rozmówców.
  -Panienka Evans, nowa czarownica, chciałaby zamienić mugolskie pieniądze na nasze. - Przedstawił pokrótce chłopiec.
          Goblin wyciągnął rękę. Lily powoli dała mu pieniądze.
  -Proszę. Dwadzieścia galeonów, osiemdziesiąt sykli i szesnaście knutów. - Powiedział skrzat oddając jej pieniądze.
          Snape rozszeżył oczy. Nie wiedział ile Lily dała pieniędzy goblinowi, ale na pewno nie spodziewał się, że aż tyle ! Sam zabrał zaledwie 8 galeonów...
          Lily obliczyła na połowę poprzednią cenę za książki i dodała jeszcze dwa galeony. Odetchnęła z ulgą, kiedy zobaczyła, że Severus jej zaufał i nie przeliczał pieniędzy.
  -Dobra. Teraz idziemy po mundurek. - Rzekł chłopiec ruszając z banku.
          Szli wąską uliczką. Była cała zatłoczona od dziwnych ludzi poubieranych w peleryny i ze spiczastymi czapkami na głowach w różnych kolorach. Mijali przedziwne sklepy. Jeden udało się Lily ujrzeć spoza tłumu. Był to sklep z miotłami. Dziewczynka myślała, że służą do sprzątania, więc zdziwiło ją, gdy usłyszała skrawek rozmowy dwóch dzieci;
 ' -To nowa Świetlista Smuga ! - Zawołał jeden z chłopców wpatrujących się w wystawę sklepu.
  -Podobno jest najszybsza ! Może dogonić nawet Wicioszyna 90 ! - Drugi chłopiec przykleił nos do szyby z podziwu. '
  -Lily, chodź. - Zawołał za nią chłopak.
          Weszli do chyba najnowszego sklepu jaki tu zdołała zobaczyć.
  -Cześć kochaneczki. - Przywitał ich słodki głos Madam Rose. Wybieracie się do Hogwartu?
          Sev przytaknął.
  -To co, może Ty pierwsza? - Uśmiechnęła się przyjaźnie do Lily. Miała na sobie zbyt dużo makijażu. Przynajmniej tak sądziła dziewczynka.
          Weszła na wyznaczone krzesło. Pani zaczęła ją dokładnie mierzyć. Trwało to około dwudziestu minut. Później zaczęła robić to samo z moim kolegą. W tym czasie Lily spojrzała na pergamin, co teraz kupują;
Umundurowanie:
Studenci pierwszego roku muszą mieć:
1. Trzy komplety szach roboczych (czarnych)
2. Jedną zwykłą spiczastą tiarę dzienną (czarną)
3. Jedną parę rękawic ochronnych (ze smoczej skóry albo podobnego rodzaju.
4. Jeden płaszcz zimowy (czarny, zapinki srebrne)
UWAGA : Wszystkie stroje uczniów powinny być zaopatrzone w naszywki z imieniem. 
  -Do odbioru za godzinę. - Uśmiechnęła się przemile spod ton tuszu do rzęs, pomatek i pudrów, ukazując rząd białych zębów.
  -To gdzie teraz? - Spytałam kiedy wyszliśmy ze sklepu. Akurat weszła tam grupka dzieci w naszym wieku.
  -Co jeszcze trzeba kupić? - Odpowiedział mi pytaniem.
          Zerknęłam na ostatnią część kartki;
Pozostałe wyposażenie:
- 1 różdżka
- 1 kociołek (cynowy, rozmiar 2)
- 1 zestaw szklanych lub kryształowych fiolek
- 1 teleskop
- 1 miedziana waga z odważnikami
Studenci mogą mieć jedną sowę, ALBO jednego kota, ALBO jedną ropuchę.
Przypomina się rodzicom, że uczniom pierwszych lat nie zezwala się na posiadanie mioteł.
          To był już koniec listu.
  -Choć za mną.
          Pół godziny później mieli już kupione wszystko, oprócz różdżki.
  -Dzień dobry maluchy ! - Przywitał ich rześki głos sprzedawcy. - Zapewne przyszliście po różdżki. - To było bardziej zdanie stwierdzenie niż pytanie. - To jak ? Panienka pierwsza?
          Powoli podeszłam do pana Ollivandera, bo tak przeczytałam przed sklepem.
  -Podaj mi imię, nazwisko i status krwi. - Rzekł wyciągając z biurka długopis i bardzo stary zeszyt.
  -Lily Evans. A status? E... - Spojrzała niepewnie na przyjaciela.
  -Mugolak. - Podszepnął.
  -Muglak. - Powtórzyłam.
          Sprzedawca spojrzał na mnie.
  -Mugolak. - Poprawił ze śmiechem. Uśmiechnęłam się niepewnie. Było mi strasznie głupio z błędu jaki popełniłam.
          Jako pierwszą podał mi różdżkę koloru brązowego. Był to strzał w dziesiątkę.
  -Oto Twoja różdżka. - Uśmiechnął się. - Chyba nigdy nie udało mi się dobrać różdżki tak szybko. Ma panienka szczęście, że akurat ta różdżka Cię wybrała...
  -Chwila... - Przerwała mu Lily, choć za chwilę pomyślała, że to nieco niegrzeczne. - Ja to ona mnie wybrała?
  -O tak. Różdżki same wybierają sobie właścicieli. Nie wiedziałaś o tym? - Zdziwił się. - Mniejsza oto. - Dodał, kiedy do sklepu weszło kilka następnych klientów. - To różdżka z wierzby, mająca 10 i 1/4 cala. Jest bardzo elegancka. Jest świetna do rzucania uroków. Zapamiętaj to sobie. - Uśmiechnął się, podając jej wąskie i podłużne opakowanie.
  -Już wszystko mamy. -Powiedziała Severus, kiedy odebrali mundurek i tiarę. - Wracamy w ten sam sposób. - Uśmiechnął się.
          Dziewczynie zrobiło się niedobrze, jak pomyślała, że znów będzie robić sto obrotów na sekundę. Ale uznała, że było warto. To był jeden z najlepszych dni w jej życiu.

    Czy podoba mi się rozdział? Nie bardzo. Rozdział 1, 2 i 3 będą troszkę denne . Później akcja zaczyna się bardziej rozwijać ;D Myślę, że jest dłuższy od 1 :D :P . Następne rozdziały będą się pojawiać co około miesiąc ;D  Zapraszam do komentowania i czyatnia : ))))))

wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział 1

  -Lily ! Zaczekaj na mnie! Poskarżę się mamie !
          Dziewczynka przystanęła. Stała teraz na szczycie wzgórza. Była odwrócona tyłem do nadbiegającej siostry. Patrzała w dal, na małe miasteczko. Bardzo lubiła ten widok. Najładniej wyglądał nocą, kiedy we wszystkich maleńkich budynkach świeciły się małe światełka, jaśniejące na żółto. Jedak rzadko o zmierzchu udawało wymknąć jej się z domu... Jej siostra od razu poskarżyła by mamie.
  -Berek ! - Z podziwiania jej ulubionego krajobrazu wyrwała ją siostra, która zdążyła wdrapać się na strome wzgórze. - Nigdy mnie nie złapiesz ! - Krzyknęła parskając śmiechem przypominającym chrumkanie świni.
  -Tuniu ! Nie mam już sił . -Skłamała. Wiedziała, że z łatwością dogoniłaby siostrę lecz nie chciała by się musiała niepotrzebnie na nią złościć...
  -Czyli się poddajesz ? - Jej głos zabrzmiał szyderczo, a twarz przyjęła wyraz , jakby chciała powiedzieć 'Znów wygrałam ! Jestem najlepsza!'
  -Nie nazwałabym tego tak, ale niech będzie -  poddaję się. Wygrałaś Petunio - Uśmiechnęła się najmilej jak tylko umiała, co lekko wyprowadziło siostrę z równowagi. -Chciałabym pójść jeszcze na plac zabaw... Idziesz? -Zmieniła temat.
  -Skoro muszę. -Odpowiedziała głosem, jakby robiła przez to przysługę. Wywinęła do góry oczami.
          Lily powstrzymała się od powiedzenia 'wcale nie musisz' , wiedząc, że Petunia znów by się na nią złościła.
  -Ale te huśtawki skrzypią i zjeżdżalnia taka zardzewiała... -Dziewczynka codziennie musiała wysłuchiwać marudzenia siostry, ale powstrzymywała się od uwag.
  -Cześć - Siostry usłyszały za sobą głos. Obie podskoczyły na huśtawkach. 
  -O! Sev! - Na twarzy Lily od razu zakwitł szeroki uśmiech, Petunia za to tylko jęknęła, choć Lily mogła przysiądz , że usłyszała 'znowu on' lecz puściła to mimo uszu. 
  -Musimy już iść - Powiedziała władczo starsza siostra. - Obiad już pewnie stygnie. 
  -Ależ Tunio ! - Lily nie kryła niezadowolenia. - Z Severusem nie widziałam się od tygodnia ! Pozwól mi z nim choć chwilkę pogadać...
  -Po co masz się jej słuchać ? -Wtrącił się do rozmowy chłopiec. - Dlaczego pozwalasz, by taki mugol jak ona, Tobą rządziła?! 
  -Sev, później okej? -Dziewczyna spojrzała w jego stronę. Chłopiec już chciał coś powiedzieć,  ale najwyraźniej się rozmyślił i zamknął buzię. 
  -Lily! Powtarzam po raz ostatni ! IDZIEMY DO DOMU !!! - Teraz wściekła się już nie na żarty.
  -To idź. Ja tu zostaje . - Dziewczyna spojrzała na nią oschłym spojrzeniem. - Chcę porozmawiać z Severusem. Zostaje. Czy tego chcesz czy nie. Ty także mozesz zostać. 
  -Nie mam ochoty przebywać w TAKIM towarzystwie. I WSZYSTKO POWIEM MAMIE! -Zaczęła biec z powrotem pod górę. 
          Lily posmutniała.
  -Nie przejmuj się nią... Już Ci tłumaczyłem , że jest po prostu zazdrosna, bo Ty jesteś wyjatkowa, a ona NIKIM.
  -Nie mów tak Severusie. To moja siostra. I choć jest czasem wprost nie do zniesienia, to przecież nadal ją kocham... - Lily spojrzała prosto w oczy chłopca.  Zachipnotyzowały go jej zielone, ogromne oczy. Zresztą zawsze tak na niego działały.  Jak wszystko co miała Lily. Był zakochany nie tylko w jej oczach, a także w jej długich,  ojj tak - bardzo długich (za pas) rudych jak najczystrzy ogień włosach.  Zawsze były lekko podkręcone. Miała smukłą sylwetkę i była dość mała , co według Snape'a sprawiało,  że była jeszcze bardziej urocza. Oczywiście nigdy jej o tym nie mówił.  Byli tylko przyjaciółmi.  Właściwie... Była to jedyna znajowa Seva. 
  -Ona... nie zasługuje na to... Nie zasługuje byś ją kochała. -Powiedział lekko oprzytomniejąc.
  -Opowiedz mi coś lepiej jeszcze o tym całym Hogwarcie ! - Lily przysiadła na jesiennej trawie. - Skąd wiedziałeś, że jestem czarownica?  -Zaciekawiła się. 
  -No więc... W Hogwarcie są cztery domy. Najlepszy jest Slytherin oczywiście.  Mam nadzieję,  że oboje tam trafimy. - Zaczął swoje opowiadanie Snape. Opowiadał jej tak przez całe pół godziny.
  -O Mój Boże ! Nie mogę się doczekać jak dostanę list z Hogwartu ! -Podekscytowała się Lily - Miałeś powiedzieć skąd wiesz, że jestem czarownicą... ? -Przypomniała sobie dziewczyna.
  -Nigdy nie zauważyłaś, że jesteś inna niż wszyscy ? Ja to zrozumiałem,  jak ujrzałem Cię idącą, a za Tobą leciały rzeczy. Nie musiałaś ich nieść.  Więc się Tobą zaciekawiłem... Zacząłem się Tobie przyglądać, no i w ogóle... mam nadzieję,  że nikomu poza siostrą nie powiedziałaś ?! - Przestraszył się chłopiec i spojrzał na nią bacznie.
  -Nie martw się.  Nikomu nie wygadałam. - Uśmiechnęła się.  Jej uśmiech ujawniający rząd krystalicznie białych zębów oniesmielił Severusa. - Muszę się już zbierać... Mama będzie zła. Odprowadzisz mnie kawałek ? -Spytała przyjaźnie. 
  -Jasne. -Chłopiec powoli wracał do siebie po ujrzeniu onieśmielającego uśmiechu.
          Pogoda była słoneczna. Jak to w wakacje. Choć na niebie co jakiś czas pojawiały się małe obłoczki. Na niektórych drzewach liście zaczęły już żółknąć lecz to tylko dodawało im uroku. Szli teraz wąską uliczką prowadzącą pod dom dziewczynki. Tam się pożegnali. 
  -Severusie !!! Severusie !!! SEVERUSIE !!! - Krzyczała Lily następnego popołudnia, będąc pod jego domem. - Severusie, mam list !
  -Cześć Lily. -Chłopiec uśmiechnął się na jej widok.
  -Był u mnie Dumblor! Dał mi list! Wszystko wyjaśnił rodzicom i ... Zgodzili się ! Jedziemy razem do Hogwartu! - Dziewczyna nie kryła niezmiernej radości i szczęścia.
  -Po pierwsze. -Zaśmiał się chłopak. - Był u Ciebie Dumbledore, a nie jakiś tam Dumblor. Zachichotał lecz ni było mu dane skończyć, ponieważ dziewczyna rzuciła mu się na ramiona. Poczuł miły zapach jej perfum. Wiedział, że to będzie najszczęśliwsza chwila w całym jego życiu. Chciał by trwała wiecznie. Wiatr powiał jej piękne rude jak ogień włosy wprost na jego twarz. Wciągnął ich piękny zapach. Ubrana była w niebieską sukienkę, jak co dzień z falbanami u dołu.
  -Sev... -Zaczęła. -Tak niezmiernie się cieszę. -Zarumieniła się chyba ze swojego czynu. -Muszę już wracać... Mama pozwoliła mi tylko Cię powiadomić.
  -To... Do zobaczenia na peronie. -Uśmiechnął się przyjaźnie, nadal nie ochłonowszy po jej czynie. - I w tym samym - Na to słowo zwrócił uwagę - Domu. -Dokończył.

To pierwszy rozdział... Jest wstępny, później akcja zacznie się szybciej rozwijać ^_^Posty będą dodawane zawsze w pierwszy weekend miesiąca... Może to być po miesiącu, dwóch, a nawet trzech... Tak żeby nie trzeba było ciągle wchodzić i sprawdzać czy następny post już jest ;*. Dziekuję za przeczytanie ;*